wtorek, 6 marca 2012

Dzień wczorajszy

Gdy zadzwonił dzwonek miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, niestety musiałam najpierw go wygrzebać gdzieś z pomiędzy prześcieradła a kołdry. Z ulgą wcisnęłam drzemkę. Po dziesięciu minutach jednak musiałam niestety wstać. Godzinę później weszłam do klasy spóźniona, po drodze witając się z panią Anią ze sklepiku, gdy otworzyłam drzwi i spojrzałam na moją klasę przez chwilę staję oszołomiona tym, że nikt nic nie mówi. "Kartkówka? A nie... to religia, po prostu są znudzeni" -pomyślałam. Już po pięciu minutach słuchania mojej katechetki rozprawiającej na temat orientacji seksualnych miałam ochotę jej przerwać. "Aseksualista nie może być księdzem, bo jest niezrównoważony? A na jakiej niby podstawie?" Jak zwykle nie miała żadnych sensownych argumentów. Na przerwę wyszłam wzburzona a czekała mnie jeszcze kolejna lekcja bezsensownych dyskusji i sześć innych męczących godzin. Dlaczego ja muszę chodzić na religię? Dlaczego? Nie zebym miała takie straszne obiekcje co do religii jako wyznania, ale te lekcje mnie wykańczają.

Po ostatnim dzwonku, pożegnałam się z koleżanką, która już biegła na lekcję gry na saksofonie i poszłam pogadać sobie z panią Anią. Niesamowita jest ta kobieta. Od razu opuścił mnie zły chumor, a uśmiech wstąpił na twarz. Posiedziałam u niej jakieś pół godzinki zajadając sałatkę i nie mówiąc o niczym szczególnym. "Do jutra, pani Aniu! Ja już idę się wspinać!" - pożegnałam się, "Przyjdź jutro kochanieńka" - odpowiada. No więc niespiesznie poszłam na autobus i już po półgodzinie znalazłam się na ścianie. Od wejścia zaczęłam się przekomarzać z dwa razy starszym ode mnie kolegą, żeby po wejściu do szatni przywitać się ze wszystkimi siedzącymi tam studentkami, a w oczekiwaniu na rozgrzewkę porozmawiać z 10-latką. Czy ta atmosfera nie jest niesamowita? Odbębniłam trening ze znajomym z sekcji, który się zdziwił, że wspinam się od ponad roku, po czym poszłam na bouldery. Właśnie się rozpoczęła liga boulderowa i mam mnóstwo dróg do zrobienia, może nawet coś wygram :). Wczoraj zrobiłam coś około sześciu przystawek i do kilku więcej się przystawiłam więc wiem, że mam co jeszcze robić. W ten oto sposób zakończył się mój wczorajszy dzień. I jak tu nie być uśmiechniętym?

zdjęcie ze strony: www.eiger.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz