Boję się, że będę zwykłym szarym człowiekiem.
Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym.
Boję się, że sprawię swoim bliskim ból.
Wyobraźcie sobie taką sytuację, rodzi się dziecko w mieście, dziewczynka, dorasta i studiuje w tym samym miejscu. Potem znajduje jakiegoś faceta, zakochuje się i prowadzi dorosłe życie w pobliżu domu rodziców pracując w jakiejś nudnej firmie. W międzyczasie rodzi dziecko, następnie zostaje babcią i w końcu umiera, nie odznaczając się niczym w społeczeństwie. Ile było takich osób? Miliony? Miliardy? Kobiet, które nie widziały świata poza swoją małą społecznością, które nigdy nie próbowały życia gdzie indziej, takich, które umierając, nie miały na swoim koncie przeżyć i doświadczeń z których naukę mogłyby czerpać młodsze pokolenia.
Takiej przyszłości się boję.
Co prawda, jest duże prawdopodobieństwo, że uda mi się dostać na studia za granicę. A wtedy musiałyby mnie spotkać jakieś tzw. "przygody", co nie?
Ale... Po co tak właściwie mam wyjeżdżać za granicę, daleko stąd, na jakieś ciekawe studia, skoro nie mam jeszcze żadnych ambicji zawodowych? Nie wiem co mogłabym studiować, wiec nie mam szans znalezienia sobie jakiegoś uniwersytetu, do którego wybierałabym niezbędne przedmioty do matury, już w przyszłym roku. A co jeśli, wybiorę źle i zabraknie mi potem jakiejś niezbędnej wiedzy? A co jeśli zdając maturę nadal nie będę wiedziała na jaki kierunek się wybiorę?
Zawsze mogę z tego zrezygnować i iść na jakiś nudny kierunek, jak np. prawo na uniwerku we własnym mieście, co nie? Tylko, czy nie da mi to nudnej, nieodznaczającej się niczym przyszłości, której tak strasznie się boję? No i... szkoda zaprzepaścić taką okazję.
Tyle wątpliwości.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz